Pióro Wiecznie Otwartej Bramy
Podróże międzyplanarne, tak jak i spelljamming, różnorodność światów, czy niezwykłe, ikoniczne, potwory, taki jak na przykład illithidy są wyróżnikami systemu Dungeons & Dragons, których nie spotyka się, w żadnym z innych systemów. Podróżowanie pomiędzy sferami i walka z zamieszkującymi je istotami jest dla graczy wielkim przeżyciem.
Co by było, gdyby gracze dostali do rąk przedmiot mogący zrealizować ich marzenia o przemieszczaniu się na inne plany bez ograniczeń, bez zobowiązań, gdy tylko tego zechcą, o każdej porze dnia i nocy? Gdyby ten artefakt był również zabezpieczony przed ewentualnym przedarciem się przeciwników z zewnątrz? Gracze byliby na pewno wdzięczni swojemu Mistrzowi Podziemi za takie cudeńko.
Ja natomiast mam sprawić, że przez mój przedmiot gracze będą nienawidzili swojego Mistrza Gry przez bardzo długi okres czasu. Konwencja mojego przedmiotu jest podobna do tego idealistycznego obrazu urządzenia pomagającego przemieszczać się do innych światów, tylko, ze robi wszystko wspak. Co przez to mam na myśli? Przedmiot taki sprawiałby, że wszelkiego rodzaju czarty, niebianie i inni przybysze mogliby spokojnie pojawiać się koło BG przez stworzony przez artefakt portal, a sami BG nie mogliby skorzystać z tej bramy. Tym przedmiotem jest właśnie Pióro wiecznie otwartej bramy.
_____________________________________________
Pióro wiecznie otwartej bramy - według legend był to artefakt przypominający z wyglądu zwykłe pawie pióro używane przez mędrców do kreślenia słów i run swoich czarów w magicznych księgach. Geneza przedmiotu jest dość niejasna, najprawdopodobniej zostało stworzone przez maga zwanego Pironiusem, który parał się okultyzmem, a w ramach kary został wyrzucony z Uniwersytetu Wolnego Miasta Greyhawk. Podobno po tym upokarzającym wydarzeniu wysłał do swego rektora piękne, pawie pióro jako formę przebłagania za swe czyny. Następnego dnia zauważono dziwne anomalie magiczne zachodzące w obrębie murów przybytku. Całe zdarzenie jest uważane za bajkę, którą straszy się młodych żaków. Jednakowoż zanotowano w archiwach Greyhawk, cytuję: "dnia dwudziestego trzeciego miesiąca roku 458 śmierć poniosło 113 żaków uniwersytetu i jeden rektor. Winnym tego miałoby niby być magiczne pióro, które otworzyło przejście do innego świat. Według zwierzeń świadków, świat był spalony przez gigantyczne karmazynowe słońce i zamieszkany przez niziołki o skłonnościach kanibalistycznych, które to nie omieszkały spróbować przejść do uczelni i rozpocząć krwawą jatkę trwające całe pół godziny, aż do momentu zamknięcia portalu. Aby zapobiec dalszym tego typu masakrom, dziekan szkoły nakazał otwarcie za pomocą czaru innego portalu i wrzucenie weń tego pióra...". Dalej zapiski się nie uchowały, wiadomo więc, że przedmiot musi wędrować w pustce innych wymiarów."
("Wielka planarna encyklopedia beholdera Obliviusa")
- Kolejny dzień, kolejny zarobiony grosz. - Powiedział z przekąsem Albred i dalej grzebał w śmietniku szukając czegoś, co można by było sprzedać.
O nie, Albred nie jest biedny, on jest po prostu rozrzutny i łasy na forsę. Można rzec, że sprzedałby własną matkę za garść miedziaków. A teraz przeszukuje śmietniki szlachciców szukając złotych guziczków od surduta i takich tam, jak to ujmował, szpargałów, które zawsze można było opchnąć, wmawiając nabywcy, że to magiczne guziczki lub coś w tym rodzaju. Był nawet człowiekiem dość wykształconym, znaczy się wiedział co jest wartościowe, a co nie. Pytacie się więc czemu Albred nie jest bogaty? Odpowiedź jest dość prosta z wielką pazernością rzadko kiedy, ale jednak, towarzyszy niezwykła rozrzutność. Oczywisty paradoks. Kiedy Albred nie ma grosza przy sobie to jest pazerny, a kiedy na czymś zbije fortunę, od razu wszystko przeznacza na jakieś głupoty, uczty i inne rozrywki. Kiedy skończą mu się fundusze na życie to koło zatacza pełny cykl i wszystko znowu się powtarza. Tym razem cykl się zamknie.
***
- Znowu nic. - zawiódł się Albred znajdując strzaskane lusterko. - Ludzie mogliby wreszcie się nauczyć dbać o swoją własność i nie wyrzucać złota w błoto.
Kiedy to słyszycie już teraz możecie wysnuć opinię, że Albred jest raczej hipokrytą.
- A to co? - w tej samej chwili Albred schylił się po piękne pióro z oczkiem, zapewne pawie. - Jakie, jakie piekne. A, a, a ile warte?! - niech mnie dziś błogosławi Tymora wyśpię się i najem do syta, jak tylko to sprzedam, zaniosę go mojemu przyjacielowi Hersowi, on na pewno nieźle wyceni ten bibelot.
Nie tracąc czasu Albred udał się niezwłocznie do domu kupca. Na wejściu przywitał go niski głos niziołka Hersa. Jedynego przyjaciela Albreda. Choć nie, to za duże słowo Hers staje się przyjacielem tylko wtedy, kiedy Albred jest bogaty, bądź niesie mu coś kosztownego na sprzedaż. Tak poza tym Hers nie zwraca na niego uwagi, choćby i najmniejszej. - Co ty tam masz Albred? - głos był wyraźnie zaciekawiony.
- Pawie piórko. - odparł Albred.
- Pawie? Et, na pewno bredzisz, pokaż mi je! - Albred niezwłocznie podał znalezisko "przyjacielowi". Hers wziął pióro i sięgnął po pięknie ilustrowany atlas zwierząt.
- Chimera... - wertował książkę szukając pawia - Kokatrys... Małpa... O... jest. Paw. Rzeczywiście Albred, to pióro tego ptaka. - po czym zaczął uważnie mu się przyglądać. - Tak, jestem gotów dać ci za nie dwieście sztuk złota. - Albred oniemiał. Dwie stówy za zwykłe pióro. Ale będzie przyjęcie, piękne panie, drogie ubrania, pyszne jedzenie... Z marzeń wyrwał go głos "przyjaciela" - Mój największy przyjacielu. - o, znowu się zaczęło - Niestety zapłacę ci dopiero jutro, ale już dziś tam ci zaliczkę 20 sztuk złota. Po resztę zgłoś się jutro.
- Dobra. - odparł Albred i ruszył do wyjścia. Ostatni raz wychodził z tego budynku spokojnym krokiem...
***
Zbudził go zapach spalenizny. Szybko ubrał się w piękne ubranie, które wczoraj zakupił i ruszył w stronę zapachu, zgliszcz sklepu Hersa. Jego oczy były zdumione. Ciało przyjaciela, martwe, leżało niedaleko drzwi, całe w popiele. Zupełnie jakby po pomieszczeniu przemieszczały się istoty zbudowane i władające ogniem, ale nie, to niemożliwe, to tylko bajki. Przy ciele kupca leżało pawie pióro, jego pawie pióro...
***
- Nie, to niemożliwe! - krzyczał do siebie w myślach Albred. Spojrzał na pióro, bał się go, bał się tego co może ono czynić. Był już w czterech okolicznych miastach, w czterech okolicznych antykwariatach, a scenariusz był ten sam, zawsze wracał po odbiór pieniędzy, a zastawał ruiny. - Co tu począć, chyba jednak będę zmuszony wyrzucić to pióro. - niezbyt bystry co? Większość z nas zrobiła by to już po odwiedzeniu poprzednich dwóch antykwariatów. - Pójdę do karczmy i urządzę wielkie przyjęcie z okazji wyrzucenia pióra i znów wszystko zacznie się od początku. - jak powiedział tak uczynił wyrzucając piórko na śmietnik.
***
Płomienie lizały dachy domów i trawiły ciała mieszkańców. Mimo, że pozbył się pióra, ono się na nim zemściło. Za co? Za jakie winy Albreda? Za żadne, dla zabawy, dla czystej przyjemności jaką przynosiła pióru możliwość przenoszenia nieszczęścia na otaczające je osoby, po to zostało stworzone. Ostatnią myślą pióra był plan zrobienia Albredowi jeszcze jednego "żartu".
***
- Kapitanie, nasze statki wykryły jakąś dziwną anomalię czaso-przestrzenną. - nawigator podał meldunek przełożonemu.
- Jaka to anomalia? - zapytał zaciekawiony kapitan.
- Brama teleportacyjna. - odparł zadziwiony nawigator. - Dobiega z niej pilne wołanie S.O.S. To najpewniej akcja sabotażowa jednego z członków armii Orionitów, pewnie znów jakiś ich terrorysta niszczy miasto.
- No to nie traćmy czasu i obierzmy kurs na ten porta! Złapiemy tą szumowinę i pod sąd z nią.. - kapitan cieszył się w myślach na nowy order, który zapewne otrzyma w ramach nagrody od admirała.
Fregata wojenna kapitana skierował się w stronę bramy wymiarowej.
Biedny Albred...
_________________________________________________________
Pióro wiecznie otwartej bramy - drobny przeklęty artefakt; masa: 1 gram; specjalne właściwości: inteligentny (Int 14, Rzt 18, Cha 10, ego 33); Char: CZ; specjalne właściwości: 1/dzień brama (działa tylko w jedną stronę (patrz opisy powyżej); cena rynkowa: nieznana; poziom twórcy: nieznany.
Nie zapisano w żadnym traktacie o tym przedmiocie, że artefakt da się kontrolować, jednakowoż potrzeba do tego niezwykle potężnej siły woli. Raz na dzień w sytuacjach, kiedy posiadacz jest tego nieświadomy artefakt powołuje do istnienia portal (jak czar brama) do dowolnego innego wymiaru (wliczając w to plany zewnętrzne, wewnętrzne, przechodnie i materialne), którego wybór zależy od inwencji MP. Pióro jest na tyle inteligentne, że wyczuwa charakter posiadacza i portal otwiera się tylko do planów z których może przybyć coś, co zaatakuje, bądź inaczej zaszkodzi właścicielowi (np. dla CZ posiadacza otworzy portal do PD planu istnienia itp.). Pióra nie da się złamać fizyczną siłą, lecz istnieją metody na zniszczenie go (patrz poniżej). Mechanizm otwierania portalu polega na tym, że pióro zaczyna rysować portal lewitując w powietrzu, czyni to zawsze wtedy, kiedy nie jest obserwowane.
Metody na zniszczenie artefaktu:
- rażone tysiącem naturalnych (tzn. nie wywołanych magią) piorunów rozpadnie się na popiół,
- wrzucić do krateru największego z wulkanów Gehenny,
- zakopać pod korzeniami drzewa życia Yggdrasil,
- sprowokować Tarrasque do pożarcia go,
- sprawić, aby Thor zmiażdżył go w dłoni,
- pozostawić go na 945 warstwie Otchłani.




