Samochody w Neuroshimie

Autor: Spike Spiegel
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
10 marca 2011

WPROWADZENIE

Kto z nas po skończeniu swoich pierwszych paru lat życia nie marzył o tym, by zasiąść za kółko swojego pierwszego bolidu? Że co? Nie wiesz, co to znaczy bolid? W jakim świecie się uchowałeś? Że niby bomby, wielka wojna i Moloch? Oj, zamknij się! Jesteś adoptowany!

"Dzisiaj wielkie wydarzenie, niech się ziści me marzenie, dziś na giełdę jadę z bratem, jutro będę jeździł Fiatem"

Kastracja - Mały Fiat

Zacznijmy od podstaw: masz już marzenie, chcesz je wprowadzić w życie, pozostaje tylko skołować sobie własne konie mechaniczne. Nie ma problemu! Dwie przecznice stąd mamy komis, na pewno coś tam znajdziesz, a taki miły facet w kowbojskim kapeluszu na pewno wciśnie ci jakieś gó..., dobre auto, prawda? Oj, oj, oj, zapomniałem, teraz mamy tam radioaktywny lej po bombie. To może dealer? Przecież jak nie Lexus, to Toyota, a i Sciony są popularne wśród młodych. A! Przecież w tej ruinie otworzyli bur... Dom wszelakich uciech. Dobra, to radź sobie sam.

Skąd wziąć pojazd w świecie, w którym ostatnie auta zeszły z linii montażowej malowane lakierem, który świeci w ciemności, jest nie lichym zadaniem. Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę pewne statystyki. Osobiście nienawidzę liczb, które maja określić cały świat dookoła nas, a tym bardziej jakby nie daj Boże miały dostać się w świat gier RPG. Niestety, mus to mus, więc trzeba przez to przejść. Jak wiadomo, większość samochodów garażowana jest pod tzw. "chmurką". Należy przede wszystkim zapomnieć o tym, że takie auto w jakikolwiek sposób przetrwało katastrofę. Świat Neuroshimy bazuje na Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie do trwałości aut pod koniec lat 60. ubiegłego wieku przestano przykładać większą wagę. Jest niemożliwością, aby takie auto przetrwało, nie wspominając o tym, iż te samochody zostałyby dawno rozszabrowane. W związku z tym można na samym starcie olać połowę samochodów, jakie poruszają się obecnie po naszych i nie naszych drogach.

Z drugiej połowy, która nam się jeszcze ostała, możemy wydzielić dwie części: auta, które zostałyby zamknięte w garażach "masowych" i indywidualnych. Przez garaże "masowe" mam na myśli parkingi podziemne, naziemne, wielopiętrowe i tym podobne. Szanse, że pojazdy te przetrwały, są dużo większe niż w przypadku tych garażowanych "pod chmurką", aczkolwiek ma to również swoje wady. Pierwsza z nich polega na bardzo prostym założeniu konstrukcyjnym, mianowicie: ile takich parkingów przetrwało apokalipsę? Na pewno niewiele, aczkolwiek zawsze szansa przetrwania takich pojazdów jest wyższa.

Garaże indywidualne przyklejone do domów jedno- i wielorodzinnych to już zupełnie inna liga. Jeśli takie miejsca oparły się naporom szabrowników, to są ogromne szanse, że to właśnie tutaj znajdziesz auto swoich marzeń. Oczywiście mamy też inne miejsca, z których możemy odzyskać auto dla siebie, jednak należy zadać sobie podstawowe pytanie: "czy warto?". Mamy fabryki, w których aut będzie na pęczki, lecz należy pamiętać, że są one tylko w Detroit. Popularne w Stanach i zajmujące ogromne połacie terenu auto-szroty są całkowicie osobną ligą. Wprawdzie znalezienie tam idealnie sprawnego auta graniczy z cudem, aczkolwiek tego typu miejsca w świecie postapokaliptycznym, w jakim osadzona jest Neuroshima, zamieniłyby się w istne centra motoryzacyjne. Sprzedaż, naprawa, przeróbki – wszystko w jednym, oczywiście pod warunkiem, że w twojej kieszeni znajdziesz cos więcej niż pyl i brud.

Ostatnim miejscem są pustkowia. Mam tu na myśli lasy, pola, pustynie i wszystkie miejsca, gdzie auta zostały porzucone na pastwę losu i korozji. Znalezienie w takim miejscu sprawnego samochodu to prawdziwy wyczyn, ale pamiętajcie – cuda się zdarzają.

Po całym tym nudnym wykładzie pokuszę się o drobne podsumowanie. Oto wyciąg miejsc, w których mamy największe szanse na zdobycie samochodu:

Auto-szroty, złomowiska - 100%

Fabryki samochodowe, zakłady montażowe - 100%

Garaże przydomowe, osiedlowe - 75%

Parkingi podziemne, naziemne piętrowe - 50%

Stacje napraw, dealerzy samochodowi - 25%

Ulice, miejsca parkingowe, parkingi zwykle - maksimum 10%

Tym oto sposobem już wiemy, gdzie, teraz powstaje pytanie "czego szukać?".

"Auta dzielą się na dwie kategorie. Te które trzeba sprzedać I te które trzeba kupić."

Stare hasło sprzedawców używanych samochodów

Już na początku historii człowiek cenił sobie różnorodność. Nie inaczej było, gdy na rynek zaczęły trafiać pojazdy z napędem mechanicznym. Packard, Willys, Studebaker, Daimler, Horch, Wanderer – każde auto wyróżniało się nie tylko marką i wyglądem, ale często innowacyjnymi, ciekawymi, a czasami totalnie głupimi rozwiązaniami technicznymi. W ciągu kolejnych stuleci człowiek doszedł wręcz do perfekcjonizmu w wytwarzaniu kompletnie niekompatybilnych ze sobą, awaryjnych i naszpikowanych wszelakim badziewiem toczydełek do podwożenia jego zacnych czterech liter do szkoły, pracy i miejsc wypoczynku. Wśród tego wszystkiego trzeba znaleźć auto, które idealnie będzie spełniało twoje wymagania co do konstrukcji i przeznaczenia, a przede wszystkim jego szanse dotrwania do końca przygód twojej postaci w świecie Neuroshimy będą jak najwyższe.

Obecnie produkowane samochody możemy śmiało podzielić na kilka zasadniczych rodzajów: japońskie, koreańskie, chińskie, europejskie i amerykańskie. Z racji ogólnej tandety wykonania, niskiej trwałości i braku dostępności na rynku USA, auta chińskie odpadają na starcie. W przypadku aut koreańskich sytuacja ma się dosyć podobnie. Samochody te na rynek amerykański zaczęły trafiać dopiero w drugiej połowie lat 90. i to tylko w klasie kompakt, co raczej skreśla je z listy. Mówiąc "auta europejskie" w Stanach, również mamy na myśli zawężony rynek. Jedyne marki, które w jakikolwiek sposób liczą się na rynku amerykańskim, to Volvo, Saab, Jaguar, Mercedes, Volkswagen/Audi i Saturn (Opel na rynek USA). Tak zwane "spalacze ryżu", czyli auta japońskie również ograniczają się do paru producentów: Honda, Nissan, Subaru, Mitsubishi, Toyota/Lexus/Scion (Lexus to inaczej Toyota Altezza - klasa wyższa i SUV, Sciony to podmarka Toyoty - klasa kompakt). Dlaczego nie wspomniałem tu o znanym Suzuki? Otóż Suzuki pokrywa jedynie rynek mini/kompakt/kompakt SUV, a żadnego z tych segmentów nie polecam jako auta postapokaliptycznego, zatem w skrócie - out!

Auta amerykańskie to te, na których powinieneś skupić swoją uwagę. Dlaczego? Wielkie, solidne, trwale – to trzy główne atuty, jakie przemawiają za autami produkowanymi w Detroit. Główne marki, które nas interesują w tym przypadku, to GMC (Chevrolet, Jeep, Cadillac i Pontiac do 2010 r.), Ford (Ford, Lincoln, Mercury do 2010 r.) i Mopar (Chrysler, Dodge i Plymouth).

Dobra, wiesz już z czego wybierać, teraz pozostaje kwestia jakim rocznik dobrać. Tutaj odpowiedz jest banalnie prosta. Zapomnij o naszpikowanych elektroniką i tonami plastiku autach, które widzisz na ulicy. Jeżeli mówimy o samochodzie postapokaliptycznym, a tym bardziej ze świata Neuroshimy, to jedynym, co wchodzi w grę, jest samochód wyprodukowany pomiędzy latami 80. a 90. XX w. Pytasz: "Dlaczego?! A ja chce jeździć Camaro 2008 rodem z filmu Transformers!". Spoko! Chcesz to bierz! Rzeczywiście, spali ci to ze 2 galony na setkę, da ci frajdę korzystania z takich gadżetów jak klimatyzacja czy system kontroli trakcji. Ba! A dzięki systemowi Drive-By-Wire kierownica kręci się niczym tyłeczek striptizerki! Prawda, że fajne? Ale co to? Słońce z Nevady sprawiło, ze akumulator się zagotował? Nie możesz nawet dostać się do auta bo zamiast kluczyków masz jakąś lamerską kartę? Zbiłeś szybę? Ze niby ktoś cię będzie holował? Ojej, zostawiłeś na biegu, a "boska" skrzynia sekwencyjna nie działa bez prądu? Jak mi przykro... Resztę tematu pozostawię bez komentarza, a zastąpię go prostym stwierdzeniem – „Chrome cant't get you home...”

Dochodzimy powoli do konkluzji - Jeżeli masz do wyboru mocno przerdzewiałego Cadillaca De Ville z 1987 r. i Hondę Civic Type-R z 2010 i wielką grupę bandytów, którzy mają wielką ochotę zmieszać cię z błotem, to olej japońskie cudeńko i przesiądź się na coś, co da ci jakiekolwiek możliwości ucieczki. Szukając auta, które ma w jakikolwiek sposób przewieźć cię z punktu A do punktu B, a przy tym uratować od czasu do czasu twoją parszywą egzystencję, kieruj się prostą zasadą KIS – Keep It Simple. Im prostsze w konstrukcji jest auto, które znajdziesz, tym lepiej dla ciebie. Stąd też powstają stereotypy aut, które najlepiej będą się sprawdzać w postapokaliptycznym świecie Neuroshimy, a które możemy zmieścić w paru punktach.

1. Auto musi pasować do wymagań, jakie mu stawiasz (nie będziesz się pchał VW Rabbit’em na bezdroża).

2. Konstrukcja zespołu napędowego musi być jak najprostsza (zasilanie gaźnikiem, skrzynia 4 albo 3 biegowa, napęd na tylne koła poprzez sztywny most).

3. Nadwozie musi być jak najbardziej trwałe (konstrukcja oparta na ramie, zawieszenia realizowane z przodu przez sprężyny i wahacze poprzeczne, a z tyłu na dwóch wzdłużnych resorach).

Warto też nieco wytężyć swoją wyobraźnię i zastanowić się nad zastosowaniem bardzo „nietypowych” pojazdów. Przykładowo opancerzona limuzyna, znaleziona w ruinach ambasady, może być świetnym autem do pilotowania karawan, a nieco przebudowana śmieciarka może być idealnym pojazdem do przerzucenia sporej drużyny przez nawet najcięższą bitwę

Oczywiście masz wolną wolę i to ty wybierasz czym będziesz jeździć, ale uwierz mi, że do ochrony konwoju ciężarówek niezbyt nada się Mini Cooper…

Wiemy już „gdzie”, wiemy już „co”, pozostaje się jeszcze zastanowić „czy warto?”

„You know what, Pepper? You can’t polish a turd…”
(“Wiesz co, Pepper? Nie da się wypolerować g……”)

Adaptacja filmowa „Christine” – wypowiedź William’a Darnell’a dotycząca głównego bohatera – Plymouth’a Fury z 1958 r.

Dobrze, znalazłeś już rynek motoryzacyjny odpowiadający twoim wymaganiom, teraz zastanów się, czy to, co wciska ci ten „złotousty” (głównie z powodu złotych plomb na zębach) handlarz w kowbojskim kapeluszu, dodający do prawie każdego zdania słowo „synku”, jest warte tego, by je kupić. Oczywiście w stan techniczny aut, które kupujemy obecnie, zagłębiamy się dużo bardziej, aczkolwiek, w czasach takich jak w Neuroshimie za bardzo wybrednym być nie można. Podstawa, o której musisz pamiętać, to aby główne podzespoły, takie jak silnik, skrzynia, dyferencjał czy zawieszenie, były w jako takim stanie. Jeśli znajdziesz auto, które będzie w 100% sprawne, to równie dobrze możesz kierować swe kroki do najbliższej parafii i dziękować za cud. Każdy pojazd, na jakim zawiesisz oko, będzie w jakiś sposób nadający się do naprawy. Najważniejsze, aby silnik palił (niekoniecznie równo i na wszystkie cylindry, ale aby palił.), działały przynajmniej 3 ze wszystkich biegów (choćby dwa do przodu i wsteczny.), zawieszenia nie padały do samej ziemi i hamulce były w stanie zatrzymać tą rdzawą balię, chociaż po 200 metrach. Jak uczy stare przysłowie sprzedawców używanych aut: „są samochody, które trzeba sprzedać i te, które trzeba kupić.”

Ważne jest, aby umiejętnie rozróżnić, czy możesz już czuć się wyrolowanym, czy wyrolują cię dopiero za chwilę. Wprawdzie wiele rzeczy zależy tylko i wyłącznie od twoich umiejętnych rzutów na „fart”, ale wiele rzeczy możesz dostrzec na samym początku. Silnik może być pokryty tonami rdzy i smaru, ale to niekoniecznie musi świadczyć o tym, że jego żywot dobiegł już końca albo jest bardzo bliski. Zanim dosiądziesz swojego stalowego rumaka i postanowisz nim ruszyć na Molocha, sprawdź, czy aby na pewno w akumulatorze jest elektrolit, a nie jedynie zgniła woda, że druty z opon nie wystają ponad jakąś chorą normę, a uszczelka miedzy głowicą a blokiem nie jest zrobiona z dykty. Stan techniczny jest też podstawowym czynnikiem, który sprawia, że na starcie możesz całkowicie olać auta o sporym zaawansowaniu technicznym. „Potrzeba matką wynalazków.”, tak więc, gdy w twoim niemiłosiernie skatowanym Oldsmobilu wydmucha uszczelkę od lewej głowicy, wystarczy, że na poboczu ją odkręcisz, zaciepasz dowolną substancją lepiącą (w granicach zdrowego rozsądku, krowim plackiem nie osiągniesz stopnia sprężania równemu 10:1) i dalej w drogę! A co zrobisz, gdy do nerwicy doprowadzi cię ten zakichany komputer pokładowy w nowym Volvo, który od 6 godzin odkąd opuściłeś Chicago informuje cię, że nie zapiąłeś pasów (bo są przecięte), twój nabój pirotechniczny w poduszce powietrznej zgłasza błąd (a co to takiego, ten nabój piro-coś tam?), masz przepaloną żarówkę od lewego tylnego kierunkowskazu (racja, została w głowie tego bandyty jakieś 20 kilometrów temu) i że twój przegląd gwarancyjny stracił ważność 160000 km temu?

Auta proste, a wręcz prymitywne w swej konstrukcji dużo łatwiej naprawić i utrzymać na chodzie, nawet w przypadku ich opłakanego stanu technicznego. Wystarczy jedynie uniwersalny zestaw naprawczy – palnik, pan Miecio i Ruski Klucz. Jak pisano w starych czasach w instrukcjach obsługi samochodów, „dbając o prawidłowy stan techniczny i eksploatację swojego samochodu, dbasz o zdrowie swoje i swoich pasażerów.”

„Choć szyb brakuje i drążka od biegów, zapieprzam przez miasto śmiejąc się z frajerów.”

Blues Flowers – Trabant Rozbiórka

Tak jak pisałem wcześniej, „potrzeba matką wynalazków”. Wiadomo, że auto, które ma przeżyć setki twoich przygód na nuklearnych pustkowiach USA, nie może być do końca seryjne, ba! Przecież każdy bandyta napotkany na drodze będzie się na ciebie patrzył z trwogą, gdy miniesz go w swoim lekko zdezelowanym Camaro z ostrzem piły z tartaku przymocowanym na sztorc do maski. Przerabiać samochody warto, a w większości przypadków nawet trzeba. Przeróbki można podzielić zasadniczo na 3 rodzaje: mechaniczne (poprawiające osiągi auta), funkcjonalne (jak np. opancerzenie czy uzbrojenie) oraz bezużyteczne (no bo jak inaczej nazwiesz przeróbki, które mają na celu jedynie zmienić wygląd bądź zwiększyć poziom „zajebistości” twojej fury?).

Przeróbki mechaniczne możemy zasadniczo bardzo prosto podzielić na przeróbki zwiększające moc (zespołu napędowego), poprawiające trakcję (zawieszenia) oraz inne. Przeróbki zwiększające moc to głównie proste zmiany, które będzie w stanie wykonać domorosły mechanik świata Neuroshimy. Zapomnij tutaj o skomplikowanych systemach turbo z wyliczanymi długościami Power-pipe’a, elektronicznie ustawianym westgate’em i odpornym na wysokie temperatury kolektorem wydechowym. Jedyne rzeczy, jakie wchodzą w grę, to proste układy wtrysków, turbin i kompresorów, do tego można jeszcze dorzucić „kowalskie” metody, typu więcej gaźników przypadających na cylinder, otwarte wydechy, dyferencjały o zmienionym przełożeniu (również z tak zwaną ”szperą”), czy wymienione skrzynie biegów (na takie o krótszych bądź dłuższych biegach). Wszystko to ma na celu zwiększenie mocy lub momentu obrotowego, co daje lepsze prędkości maksymalne i przyśpieszenia. Warto jednak dodać, że bez odpowiedniej wiedzy i przygotowania mechanika twój silnik długo nie wytrzyma katuszy, jakie musi znieść chodząc bez przerwy na ogromnym ciśnieniu doładowania. Ulepszenia trakcyjne można zastosować zależnie od tego, jaką rolę ma spełniać twój samochód w postnuklearnym świecie. Zawieszenia można utwardzać (ściąganie sprężyn na gorąco, przekuwanie resorów i dokładanie piór), wprowadzać wzmocnienia (drążki skrętne i łączące), bądź podnosić (wymiana osprzętu takiego jak sprężyny, resory i amortyzatory na większe odpowiedniki, w autach opartych na ramie można też dodatkowo podnosić nadwozie na dystansach.), można również poprawiać trakcję w prostszy sposób, np. zmieniając opony w zależności od warunków użytkowania. Jeśli natomiast i to nam nie starcza, można zastosować przeróbki mechaniczne, które nie są uwzględnione w żadnej z powyższych kategorii, a są dosyć przydatne. Czymś takim jest np. bardzo prosta modyfikacja – odciążanie. Odciążając samochód zyskujemy nieco mocy (zmienia się stosunek masa – moc) i przede wszystkim oszczędzamy paliwo. Z jednej strony wydaje się to słaby sposób na pozbycie się balastu, w końcu pozbywając się np. zbędnych świateł oszczędzimy najwyżej z 1 kg. Racja, ale jak dorzucimy do tego tylną kanapę, obicia drzwi, podłogi i dachu, szyby, klimatyzację, mechanizm wycieraczek i trochę innego badziewia, którego tak czy siak nie będziesz potrzebował, a przy okazji jeszcze posuniesz się do tak radykalnych metod, jak pozbycie się niektórych elementów blacharskich (ozdoby, zderzaki, atrapa, przednie błotniki) czy obniżenie linii dachu, to z takiego przykładowego Cadillaca Eldorado, który waży prawie 2 tony, zbijesz prawie 500kg.

Przebudowy funkcjonalne tak samo możemy podzielić na parę kategorii. Przede wszystkim są to modyfikacje bezpieczeństwa (np. opancerzenie), uzbrojenia (aktywne, bądź pasywne) oraz poprawiające ogólną funkcjonalność. Przeróbki związane z bezpieczeństwem mają, jak sama nazwa wskazuje, służyć polepszeniu bezpieczeństwa osób podróżujących pojazdem. Podkreślam tutaj wyrażenie „podróżujących pojazdem”, gdyż kogo do nędzy psiej obchodzi bezpieczeństwo kogokolwiek, kto wpadnie ci pod koła? Skoro już tam się znalazł, to znaczy, że sam szukał guza. Podstawową modyfikacją tego typu jest klatka bezpieczeństwa, która w razie wywrotki i silnych uderzeń bocznych ma chronić prowadzącego. Klatki bezpieczeństwa mogą mieć konstrukcję od prostych tzw. półklatek, np. na pace pickupa, do skomplikowanych kompletnych zestawów ochronnych, których dodatkowym zadaniem jest jeszcze usztywnienie całej konstrukcji nadwozia. Kolejnym ważnym elementem jest opancerzenie, które zapewnia jako taką ochronę przed pociskami. Opancerzenia również mogą być prymitywne (donitowane/dospawane grube fragmenty blachy.) i skomplikowane (stosowane np. w rządowych limuzynach.). Opancerzenie jednak nie nadaje się do zastosowania we wszystkich samochodach. No bo kto co cholery będzie opancerzał Suzuki Alto?

Uzbrojenie jest chyba jedną najistotniejszych rzeczy, jakie potrzebne są w świecie Neuroshimy, a nawet w przypadku ich nikłej potrzeby w danym pojeździe, dodają mu nieco „uroku”. Uzbrajać pojazd można pasywnie we wszelakie ostrza, kolce, ciężary i tym podobne elementy, które muszą wejść w bezpośredni kontakt z celem, aby odniosły zamierzony skutek. Uzbrojenie aktywne to wszystkie stojaki pod karabiny, wieżyczki oraz elementy miotające, których używać można niezależnie od samego pojazdu.

Inne przebudowy funkcjonalne to chyba jeden z najbardziej ciekawych i szerokich tematów dotyczących modyfikacji postapokaliptycznych aut. Można w to wliczyć przeróbki kompleksowe, takie jak montaż napędu gąsienicowego, osprzętu specjalistycznego czy po prostu potrzebnego w jakimś momencie przygód. Czasami przeróbki funkcjonalne mogą wręcz całkowicie zwrócić się przeciwko swojemu twórcy/sponsorowi. No bo co z tego, że sprzedałeś nerkę, wykosztowałeś się, namarnowałeś prądu i pół życia przespałeś w warsztacie nad przebudową Forda Nomada na pojazd gąsienicowy, skoro tak czy siak w bagnach Tenesee nie przejedziesz nawet 100 metrów? Z co ciekawszych modyfikacji, które istotnie polepszają funkcjonalność twojego pojazdu, a mało kto o nich wie, to przebudowa silnika pod spalanie tzw. gazu drzewnego lub biogazu. Na czym to polega? Montujesz kocioł, mieszacz i parę innych pierdółek i tym cudownym sposobem, twój samochód pojedzie na wszystko. DOSŁOWNIE WSZYSTKO! Cokolwiek, co jest organicznym ciałem stałym znajdzie się w kotle, po kilku chwilach zamieni się w drogocenny łatwopalny gaz. Znalazłeś jakieś uschnięte chwasty? Wrzucaj. Potrąciłeś chwilę temu jakieś zmutowane ścierwo? Dawaj do środka. Nie wiesz co zrobić z tą 50-letnią mielonką, która leży w bagażniku i zaczyna coraz bardziej cuchnąć? Też się nada. Rozwiązanie to ma jednak dwie zasadnicze wady. Po pierwsze samochód taki zużywa dwa rodzaje paliwa (jedno zużywasz jako biomasę, natomiast drugie spala się w procesie podgrzewania kotła), a po drugie rozruch takiego pojazdu trochę trwa (trzeba uzyskać odpowiednią temperaturę i ciśnienie kotła, a przy tym przy pierwszym rozruchu należy zassać gaz do mieszacza), ale z drugiej strony, kto z nas nie marzy, żeby jeździć Delorean’em, który do jazdy zużywa śmiecie niczym w „Powrocie Do Przyszłości”?

O modyfikacjach bezużytecznych wypowiadać się nie muszę… malowanie, przebudowy polepszające/pogarszające wygląd nie mają na celu niczego innego, jak jedynie ubarwić twój własny pojazd. Nadaje to swoiste poczucie realności i indywidualności pojazdowi, którym będziesz przemierzać nuklearne pustkowia Neuroshimy, co w pewien sposób może mieć wpływ na sposób rozgrywki.



blog comments powered by Disqus