Niesztampowe tło w Neuroshimie

Autor: Irthadan
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
11 marca 2011



O tym, że muzyka na sesjach wiele daje, wie chyba każdy, kto rozegrał przynajmniej kilka sesji w życiu. Nie jest trudno dobrać kawałek do danego systemu czy też sceny. Coś szybszego i mocniejszego pod walkę, coś spokojniejszego pod zwykłe wydarzenia i sytuacje. Rzecz jasna, najlepiej nie wybierać czegoś, co już się puszczało swoim graczom przez 4 sesje z rzędu, ponieważ im się to najzwyczajniej w świecie znudzi. Jednakże o wiele lepiej jest słuchać czegoś mniej znanego niż OST z Lord of The Rings, Van Helsinga albo Piratów z Karaibów. No, chyba że sesja jest osadzona w uniwersum stworzonym przez Tolkiena albo rozgrywa się w jednym z portów Nowego Świata i tuż obok drużyny właśnie przeszedł, lekko się zataczając, kapitan Jack Sparrow.

Dlatego też, chciałbym zaproponować kilka konceptów MG, którzy akurat nie mają pomysłu na tło do swoich sesji i chcą dodać doń jakiś smaczek. Artykuł poświęcony jest Neuroshimie, ale sądzę, że przynajmniej dalszą jego część można także wykorzystać przy planowaniu sesji pod inne systemy. Propozycje wykorzystania poniżej przedstawionych kawałków są całkowicie subiektywne i według mnie te utwory najlepiej nadają się do takich scen.

Oto propozycje:
A Perfect Circle – „Judith” – ten kawałek najbardziej kojarzy się z gangami motocyklowymi, barami przy drogach południowych Stanów, okolic Nevady. Opcjonalnie można go użyć do niezbyt brutalnego starcia w barze, wyrównania rachunków, zostawienia króciutkiej wiadomości. Papierosy, pomarańczowe światło zachodzącego słońca, brudna speluna i sporo gangsterów zajmujących się odpoczywaniem po pracowitym dniu.

Deftones – „Lucky You” – być może to przez swoją ciężkość nieodłącznie kojarzy się z Missisipi. Gęste opary rzeki-ścieku, niemalże tłuste i wyczuwalne pod palcami, włażące w najmniejsze zakamarki ubrania, przenikające do kości i wywołujące wręcz dreszcz obrzydzenia. Do tego masa ludzi działających jak gdyby w spowolnieniu, zatrzymanych przez maziowate wyziewy rzeki. Wyłysiałych, o niezdrowym kolorze skóry, przekrwionych oczach, w maskach przeciwgazowych na twarzach, do tego dobitnie wyrażających nieufność oraz niechęć wobec obcych.

Depeche Mode – „Dirt” – przedmieścia Vegas albo Detroit. Pełne spelun, w których wszędzie pałętają się oderwane od rzeczywistości ćpuny. Być może jakieś podziemie, były szpital dla obłąkanych, a obecnie ostoja wszelkiego rodzaju odjazdów. Tornado, przedwojenne narkotyki, powojenne świństwa. Kontrast dla innego świata, który znajduje się “tam na górze/tam w mieście”.

Five Point O – „Infinity” –  dymiące zgliszcza, gruzy, beton, ruiny. Gracze walczący z Molochem albo mutkami z przerażeniem zdają sobie sprawę, w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli. Próbują ucieczki przed zmasowanym atakiem wroga, wszędzie wokół nich giną ludzie. Co jakiś czas wybuch ogłusza bohaterów, zasypuje przejście. Ich towarzysze wylatują w powietrze, rozpadając się na miliony kawałeczków. Nagle jedna z dróg ucieczki zostaje odcięta przez jakąś wielką maszynę, trzeba czym prędzej się schować i szukać innego wyjścia.

Godhead – „Penetrate – podziemna baza, kompleks schronów znajdujący się pod powierzchnią, przeobrażony w ludzkie siedlisko. Kanały, częściowo zawalony tunel metra, gdzie ktoś albo coś stworzyło dodatkową odnogę. Ciemno, chłodno i wilgotno.

Mudvayne – „Dig” – dzielnica Detroit, gdzie co drugi przechodzień ma na głowie irokeza, kolce albo inną punkową fryzurę oraz koniecznie dużą ilość kolczyków w różnych miejscach ciała. W zaułkach czają się niebezpieczne świry, chcące za wszelką cenę dorwać się do gambli graczy. Schizofrenia, zaburzenie jaźni i ogólny bajzel.

Rammstein – „Hallelujah” - Mein Teil: Hegemonia. Wszędzie typy spod ciemnej gwiazdy, ci co pozjadali własne psy i potrafią zabić człowieka łyżeczką. Mutanty, Moloch. Wszystko co najgorsze, największe, najsilniejsze i za wszelką cenę chcące śmierci graczy.

Saliva – „800” – wyścig. Walka na autostradzie z Hell Angels czy innym gangiem. Ucieczka przed maszynami i próby wyciśnięcia wszystkiego co się da z wozu. Ekstremalna jazda po niebezbiecznym terenie. Zabawa z Łowcami na pustkowiach - czy blaszaki mogą być szybsze od kul?

Johnette Napolitano – „Suicide Note” – ten kawałek bardzo dobrze nadaje się do przeprowadzenia sesji o nieco innym charakterze niż typowe strzelaniny, walki, pościgi czy inne konfrontacje. Chwila wyciszenia, powrót w rodzinne strony, rozmowa przy ognisku o przeszłości, spotkanie krewnego, pogrzeb, opijanie śmierci postaci gracza.

Agent Provocateur – “Red Tape” –  najbardziej pasuje coś w stylu Vegas. Porachunki mafijne, burdele, kasyna, bary. Miejsca, gdzie ubiór powinien bardziej wyglądać niż być praktyczny. Miejsca, gdzie trzeba mieć klasę a wszyscy wokół sprawiają wrażenie, jakby całe te postapokaliptyczne brud i syf wcale ich nie dotknęły

Co dalej?
W porządku, jest utwór, ale jak sprawić, żeby jeszcze lepiej oddawał atmosferę NS? Rozwiązaniem może być dodanie jakiegoś prostego dźwięku w tle. Przykład: postój w nocy w lesie - dźwięk cykad, odgłosy nocnych zwierząt, trzask ogniska. Skąd można wziąć coś takiego? Jest wiele stron, które oferują ściągnięcie za darmo kilku dźwięków wybranych z naprawdę obszernych bibliotek, choćby i ta: http://www.soundsnap.com/ .

Skoro jest już kawałek do przekonwertowania, dźwięk do dodania, to jak w prosty sposób można to zrobić? Rozwiązaniem jest program Audacity, całkowicie darmowy i prosty w obsłudze. Polecam ściągnięcie wersji beta – jest po prostu bardziej przyjazna.

Po uzyskaniu programu wystarczy tylko przeciągnąć do niego muzykę oraz dźwięk, po czym ten drugi odpowiednio ustawić w czasie, tak by wszystko razem ładnie brzmiało ze sobą. Nowostworzony kawałek da się wyeksportować do formatu .ogg, .mp3 i wielu innych.

Dzięki temu, bez większego kombinowania, można sprawić, że muzyka tła stanie się dużo ciekawsza.

Za pomoc przy tworzeniu artykułu dziękuję Cravenowi.



blog comments powered by Disqus